Wysiedlenie mieszkańców Strojca



Dokładnie dzisiaj mija 80 lat od tragiczniej daty w historii naszej Wsi. Rozkazem szefa Schupo i SD okręgu Łódzkiego z 27–06–1940 r. w dniu 29–06–1940r. ze Strojca wysiedlono 55 rodzin chłopskich. Podobny los spotkał również innych mieszkańców gmin Praszki i Rudnik podczas zaplanowanej akcji wyznaczonej na godz. 5:00 w tym dniu zaplanowano wysiedlić 383 rodziny, z tego z Kowali 110 rodzin, Przedmościa 59, Gany 48, Skotnicy i Praszki po pięć rodzin. Ponownie mogli tutaj powrócić po 19–01–1945 r. Wspomnienia tamtych wydarzeń głęboko zapadły w pamięci naszych mieszkańców, często o nich rozmawiali – na zawsze zmieniły ich życie. Wielu z nich już nigdy nie wróciło na swoje. Zostali wywiezieni i zmuszeni do pracy dla okupanta. Nawet dzieci zmuszone były do pracy u „bauerów”. Dzisiaj pragnę zaprezentować świadectwo napisane przez panią Kazimierę Lewandowską która opisuje wydarzenia z tamtego dnia.

Strojec z tamtych czasów wyglądał troszkę inaczej; była to wieś oparta o prostokąto bokach 1000 m. na 500 m. Dłuższe boki to od południa obecnie ul. Ogrodowa a od północy ul. Stawowa i część ul. Słonecznej. Krótsze boki to obecnie ul. Szkolna od zachodu a od wschodu ul. Sportowa. Prostokąt ten dzieliła ul. Długa z przedłużeniem od remizy na wschód ul. Częstochowska, gdzie po jednej i drugiej stronie znajdowały się posesje z zagrodami. Nie wchodząc w szczegóły; od strony Praszki znajdował się folwark Grudzieczyzna (nazywany też dworem) a od strony Rudnik folwark Raczyzna. Poza obrębem wsi, w kierunku zarówno Praszki jak i Rudnik ciągnęły się pola uprawne. Jako pozostałe punkty orientacyjne można było wyróżnić jeszcze zbudowaną niedawno w lesie kolonię Stanisławów (1925 r.), osadę Gajówkę Grabówka przy drodze z Stanisławowa na Kuźniczkę oraz osadę Leśniczówkę Żubrówka przy drodze do Rudnik. Od strony południowej na wysokości obecnego boiska sportowego „prażak” z „parowozownią” i folwark Strojec (Zabiegalski). Istniały jeszcze zabudowania na Piculicach (zwane też „glinionkami”) obecnie ul. Kręta i ul. Stawowa.

Stanisławowem zarządzał Wincenty Chmyzowski (dzierżawił on dobra Potockich),nazywany przez miejscowych dziedzicem, wraz z żoną Marią z domu Moraczewska oraz dwoma synami Tomaszem i Romanem ten ostatni zresztą zginął we wrześniu 1939r. Na folwarku Grudzieczyzna pomagał Chmyzowskiemu zarządca Edward Lewandowski wraz z żoną Kazimierą i dziećmi; synem Jerzym, córkami: Teresą, Zofią, Jadwigą.

Przepisany pamiętnik Pani Kazimiery Lewandowskiej

z uzupełnieniami przez Jana Gędka w maju 2018r.„ Strojec. 1940/29/VI ,Powiat Wieluń. Woj. Łódź

Dzień Wysiedlenia Ludności polskiej z Miasta Praszki, Wiosek Kowali i Strojca

Dnia 28-go VI. (czerwca) godzina 10-ta wieczór idę do wioski Strojec. Chcę zobaczyć co się tam dzieje. Do południa byłam w mieście Praszka tu się dowiedziałam, że dziś w nocy Niemcy będą wysiedlać. Idę z folwarku Grudzieczyzna przez łąkę do wioski Strojec. Tu spotykam Anielę Morawiak z domu Męcel (mama pana Morawiaka Ireneusz) która niesie walizkę do pani Żułtaszkowej (babcia p. Zbyszka Zgody) na przechowanie. Z folwarku (Grudzieczyzna) ludność podobno ma nie być wysiedlana. Idę dalej dochodzę do kapliczki, (obecnie kaplica pogrzebowa) słyszę że ktoś tu chodzi. Zapytuje: „ Kto tu jest?”. Cisza powtarzam pytanie i dodaje: „Tu Lewandowska”. – Stary Górnicki (dziadek pani Grabary Władysławy) wstaje z chwastów i mówi: „Ja zakopuje swoje sprzęty kuchenne, jak się zniszczą to nie będzie w czym ani kawy ugotować. A w skrzynce to chyba się przechowają”. Idę zajrzeć do starej Kalinowskiej nazywaną „Babkom” przez ludność Strojecką i z okolicy całej. Babka Kalinowska chodziła odbierać u kobiet dzieci przy porodach, usuwała zęby jak kogo bolały, robiła opatrunki jak ktoś uległ wypadkowi. Wchodzę na podwórko (obecnie posesja ul. Częstochowska 49) do Kalinowskiej w mieszkaniu ciemno po obu stronach u Kalinowskiej i u jej zięcia Pawlaka (Wincentego, dziadek Pawlaka Wiesława), chcę usiąść na ławce pod ścianą domu. W oknach ciemno. Pod ławką stoi duży garnek kamienny a w nim mięso, garnek nie przykryty niczym. Dziwię się, że psy nie powyciągały mięsa. Usiadłam i czekam. Nikogo nie ma, mieszkanie otworzone i u Pawlaków i u Kalinowskiej. W całej wiosce ciemno. Wracam do domu. Wchodzę do mieszkania, dzieci śpią w ubrankach. Mąż nie śpi, leży na kanapie ubrany i w butach. Idę zobaczyć co dzieje się w podwórzu. Fornale już rozdali obrok i poszli do domu. Godzina w pół do czwartej, słońce jaskrawo wschodzi i oświetla całą okolicę. Stanęłam przy bramie i nasłuchuję turkotu furmanek, choć jeszcze (ich) nie widać. Już jest w pół do piątej na szosy wyłaniają się furmanka za furmanką z wysiedloną ludnością z Praszki i wsi Kowale. Liczę furmanki, podchodzi do bramy Franciszek Janicki – stelmach, który pracuje na folwarku a mieszka w Strojcu (obecnie ul. Częstochowska 59) gdzie ma domek i gospodarstwo. Na folwark dochodzi do pracy. Słyszę rozmowę na okólniku (zagroda dla zwierząt), obejrzałam się i zobaczyłam na okólniku przed domem w którym mieszkałam, córkę Morawiaka z Rosoch, mieszkającego przy wiatraku Pychyńskiego. Za nią stał młody człowiek w białej koszuli w ciemnych spodniach busu. Drugi stał w garniturze w skarpetkach buciki trzymał w dłoniach związane sznurówkami, włosy ciemne gęste rozwichrzone, były w nieładzie na głowie. Nim doszłam do stopni mieszkania w którym mieszkałam, na okólniku stało już ze dwadzieścia osób młodzieży, wystraszonej i zdezorientowanej. Z prawej strony koło młodzieży wjechał chłopak na rowerze wołając: ”Pani Lewandowska sołtys kazał pani powiedzieć, że gestapo jedzie na folwark”. Ktoś głośno płakał pomiędzy młodzieżą. Zawołałam do młodzieży: „Proszę uciekajcie za stajnie w zboże”. Ktoś z młodzieży krzyknął:„ Do lasu”. Zawołałam: „Do lasu nie, gdyż las obstawią i wyłapią Was jak zające w kotle”. Młodzież rzuciła się do ucieczki. Krzyknęłam: „Wieczorem niech kto przyjdzie do stajni do Ludwika Kalinowskiego po jedzenie i picie”. Młodzież się rozbiegła z okólnika. Teraz myślałam by pójść do pani Żułtaszkowej i ostrzec ją, że jeśli ma na przechowaniu jakie walizki to niech oknem wyrzuci je do ogrodu, gdyż nie wiadomo po co gestapo tu ma przyjechać. Wchodzę do pani Żułtaszkowej do pokoju, to co zobaczyłam oczom swoim nie uwierzyłam.

Przed Wysiedleniem.

Ochronka i Dzieciniec w mieszkaniu pani Żułtaszkowej na Grudzieczyznie.

W mieszkaniu pani Żułtaszkowej. Marysia(po mężu Krzemińska) trzyma troje dzieci w poduszkach na ręku. Kołysząc je Marysia chodzi po mieszkaniu. Dzieci krzyczą. Marysi łzy ciekną po policzkach. Franciszka (po mężu Zgoda) młodsza córka ma dwoje dzieci w poduszkach na ręku. Dzieci krzyczą. Franciszka płacze i mówi do mnie: „Widzi pani co się u nas dzieje”. Pani Żułtaszkowa ma dwoje dzieci starszych na rękach, które wołają: ”Mamo”. Łzy płyną pani Żułtaszkowej po policzkach i mówi: „To przed wysiedleniem. Matki te dzieci pozostawiły u mnie”. Liczę dzieci w ochronce pani Żułtaszkowej: pięć małych w poduszkach, dwoje po jakieś sześć miesięcy, jedenaścioro po 3-4 i 5 lat. Razem 18 dzieci. Przez korytarz mieszka pani Gierchatowska. Otwieram drzwi i proszę Walentynę Gierchatowską i jej siostrę Bronisławę, by zabrały dzieci małe i rozniosły po sąsiadkach, a starsze by wyprowadziły na okólnik. Wszedł Stefan Żułtaszek który zajął się walizkami, wyrzucając je oknem w mak rosnący tuż pod oknem. Wjechało dwóch gestapowców na motorach do stelmacha do kuźni i stelmaszni. Poszłam po Stefana Owczarka gdzie długo pertraktował z gestapowcami i stelmacha Franciszka Janickiego zostawiono. Posłano wóz drabiniasty po rodziców Janickiego i żonę. Z jego gospodarstwa nic nie dali zabrać, przywieźli: ojca staruszka 82 lata, matkę 63 lata. Dostał na folwarku pokój i kuchnie – gdzie przebył całą okupację. Teraz myślałam, trzeba by się zająć zorganizowaniem posiłku dla wysiedlonej młodzieży która nie dała się wywieźć i cały dzień bez jedzenia i picia siedzi w zbożu. Proszę Stefana Żułtaszka by poprosił panią Ludwikę Kalinowską (pani Ludwika i jej mąż Ludwik to pradziadkowie pani Marii Plewy i Andrzeja Pychyńskiego) by przyszła do mnie. Wchodzi pani Ludwika Kalinowska. Mówię pani Kalinowskiej o co mi chodzi. Młodzież która uciekła przed wysiedleniem która nie dała się wywieźć, obecnie przebywa w zbożu za stajnią, głodna i bez picia. Trzeba by pomyśleć dla nich o jedzeniu i piciu. Ponieważ z dniem 3-go października wieczór o godzinie 19:00 zdjęto mego męża Edwarda Lewandowskiego z funkcji pełnionej jako rządca i miał być wywieziony do Dachau, ja z córkami do protektoratu, syn miał pozostać w kuźni do pracy. Weszłam do pokoju w którym Jon Jan Mobesz i Stefan Owczarek jako tłumacz powtórzył to postanowienie mężowi. Powiedziałam do Owczarka by powiedział Jon Janowi Mobesz że jeśli mój mąż pojedzie do Dachau to ja z moimi dziećmi pojadę razem z nim. Owczarek powtórzył to Jon Janowi Mobesz, który powiedział że pojedzie na trzy dni do łodzi i Kalisza i jeśli Lewandowski ma karty że nie jest polityk, to zostanie jeśli nie to pojedzie do Dachau. Gdy Mobesz powrócił po trzech dniach, zebrano fornali oraz wszystkich pracowników przed stajnią i męża mego Edwarda Lewandowskiego przydzielono do pracy polnej razem z fornalami. Na nazajutrz wszedł pisarz podwórzowy do mieszkania Antoni Wrąbel i powiedział, że przychodzi od Stefana Owczarka jako rządcy i pisarza kancelaryjnego oraz tłumacza języka niemieckiego (Oświadczając), że z dniem dzisiejszym nie wolno mi jako żonie Lewandowskiego Edwarda wychodzić w podwórze, ani do mieszkań pracowników, mieszkających na folwarku, ani też z nimi rozmawiać. Więc dlatego poprosiłam panią Ludwikę Kalinowską. Poprosiłam, czy by nie zechciała przyjść do kobiet folwarcznych i zaproponować by się złożyły dla młodzieży która siedzi w zbożu cały dzień głodna. Po bochenku chleba. Wieczorowy udój mleka. Lecz każda musiała by mleko ugotować. Od surowego by się mogły pochorować. Jakąś zupę by ugotowały lecz wszystkie kartoflankę dlatego że trzeba będzie zlewać do wiadra więc musi być jednakowa. Każda niech da kubeczek i łyżkę. Pani Kalinowska się chętnie zgodziła pójść do kobiet i zaproponować to cośmy zaprojektowały. Propozycja pani Kalinowskiej została przez wszystkie kobiety przyjęta, Teraz omówiłyśmy, że żywność będzie przez kobiety odnoszona do pani Kalinowskiej. Mąż pani Kalinowskiej Ludwik Kalinowski i Józef Kuliński (dziadek Henryka i Jerzego Kulińskich) zostali wyznaczeni przeze mnie do pilnowania w nocy w podwórzu spichlerza, obory z krowami, stajni z końmi. Stajnia mieściła się w podwórzu a za stajnią była publiczna droga. Po drugiej stronie drogi rosły zboża w którym siedziała uciekająca młodzież. Tu mieli się zgłosić po żywność do pana Ludwika Kalinowskiego i Józefa Kulińskiego. (Panowie) żywność donosili do bramy przy stajni. Stąd młodzież zabrała wiadra i po zużyciu strawy panowie Ludwik Kalinowski i Józef Kuliński odnosili do pani Kalinowskiej wiadra.

29/VI. 1940 rok

Folwark Grudzieczyzna

Kuchnia Dla Młodzież Uciekającej ze Wsi Strojec Przed Wysiedleniem.

U Pani Ludwiki Kalinowskiej kuchnia w domu a stołówka na korytarzu. Stoi stół dwa taborety z ławką. Na oknie stoi wiadro z czarną kawą i kubeczki, na stole bochen chleba i nóż. Wieczorem kobiety przynoszą mleko, chleb, strawę ugotowaną zlewają do wiadra. Kobiety młode które chodziły do pracy i nie miały czasu do ugotowania tej strawy, pani Kalinowska zaproponowała by te kobiety nie mające czasu do gotowania, żeby przynosiły prowiant w naturze do pani Kalinowskiej Ludwiki i ona będzie gotować u siebie by im ulżyć w tej pracy. Mąż pani Kalinowskiej, Ludwik Kalinowski zamykał od frontowego wjazdu bramy na kłódki. (zaś) Od strony Wsi gdzie nie było ogrodzenia i Niemcy w każdej chwili mogli wpaść, stały dzieci starsze pilnując, gdyby Niemcy się pokazali na łące trzeba było zaraz zawiadomić pana Kalinowskiego. W ten sposób była odżywiana młodzież i chroniona w zbożu za stajnią. Schronienie nawet mieli w podwórku Edwarda i Kazimiery Lewandowskich. Na górce nad chlewikami gdzie było siano. Na dole był chlew gdzie była chlewnia w jednym a w drugim kurnik dla kur. Górka była czynna od 29 czerwca do 1 listopada 1940 roku.

10 lipca 1940 roku. Były rozpoczęte w polu żniwa. Więc wysiedlona młodzież musiała szukać sobie lokum gdzie indziej. Niektórzy się urządzili do pracy u Ślązaków, niektórzy poszli na drugą stronę, tam gdzie pracowali ich rodzice. Na górce niektórzy chłopcy przebywali do 1/XI. 1940 roku.

• sołtysem był Włodarski (Walenty, obecnie ul. Długa 13 -państwo Rękowiczowie)

• chłopak na rowerze był synem Bakalarczyka (Jana, Bakalarczyk Stanisław) zastępcy

sołtysa – ojciec go przysłał by mnie uprzedzić.

Nazwiska kobiet które donosiły żywność:

• Kalinowska Ludwika

• Gierchatowska Maria

• Żułtaszek Małgorzata

• Lewandowska Kazimiera

• Kokotka Agnieszka (prababka Jana Pokorskiego ps. Szklorz z ul. Krętej 4)

• Kulińska Helena (prababka Henryka Kulińskiego ul. Ogrodowa 79)

• Wieczorek Józefa(z domu Janas ciotka Weroniki Pawlak ul. Częstochowska 49)

• Janas Maria (babcia Weroniki Pawlak i Marianny Pokorskiej)

• Bednarek Marianna (z domu Nowak mama Zofii Wróblewskiej ul Częstochowska 131)

• Pecyna Stanisława (mama Zofii Baros ul. Częstochowska 127)

Pamiętnik napisała: Kazimiera Lewandowska”

Dokładniej pani Kazimira Teleśnicka – Lewandowska która była dyplomowaną pielęgniarkąw kopalni rudy żelaza a także pielęgniarką w szpitalu powstańczym w Praszce podczas III powstania śląskiego. Pani Kazimiera przybyła do Praszki, delegowana z Brześcia nad Bugiem ale to już historia na inne opowiadanie.

Jan Gędek